Dlaczego tak trudno wprowadzić nowy nawyk?

 „Bądź zmianą, którą pragniesz ujrzeć w świecie”  Mahatma Gandhi

Jednym z moich ulubionych tematów, które znajdują się w obrębie zarówno psychologii jak i coachingu jest temat zmiany. Jako, że uważam, że każdy z nas jest najlepszym i najbardziej wykwalifikowanym specjalistą do spraw swojego życia, chciałabym skupić się dzisiaj na trzech jej aspektach – oporze przed nią, decyzji o jej zapoczątkowaniu i stresie z nią związanym.

Myśląc o zmianie nachodzi mnie refleksja związana z tym, że człowiek jest istotą motywowaną dwiema sprzecznymi potrzebami. Z jednej strony uczestniczymy w ciągłej zmianie (poprzez potrzebę rozwoju, poznawania, uczenia się, ciągłego zdobywania nowych kompetencji i doświadczeń, ulepszania i usprawniania), z drugiej determinujemy nasze działania zgodnie z potrzebą bezpieczeństwa, niezmienności, przewidywalności i stałości.

 

OPÓR

Opór wobec kształtowania nowego pożądanego zachowania lub nawyku brać się może ze stresu, frustracji i konfliktu naszych potrzeb. Zjeść ciastko, czy pójść pobiegać? Zapalić papierosa, czy zacisnąć zęby i darować sobie? Zastosować się do zaleceń lekarza, czy jedna kawa nam nie zaszkodzi? Zastosować się do zaleceń terapeuty? Już podczas pisania tych pytań lekko się poirytowałam… 🙂

Dzieje się to dlatego, że decyzja o dokonaniu zmiany wiąże się z zmianą dotychczasowego stanu rzeczy i z wiążącym się z nią wysiłkiem: wyjściem poza własną strefę komfortu (poznajemy coś nowego, uczymy się nowej umiejętności, wystawiamy się na krytykę), opracowaniem planu działania, ryzykiem, niepewnością wyniku i gotowością na to, że coś może pójść nie tak. A do tego dochodzą nasi niezastąpieni obserwatorzy, od których często usłyszeć możemy dobre rady lub uosobienie naszych lęków („i tak Ci się to nie uda, nie ma co próbować”).

To trochę jak z wychodzeniem po schodach, których szczytu nie widzimy. W sumie nie mamy pewności, czy któryś stopień się nie poluzuje, czy na końcu nie czeka na nas wielkie nic, po drodze nie spotkamy kogoś, kto schodząc z góry powie nam, że nie ma sensu tam dalej iść. I z tymi kłębiącymi się w głowie pytaniami – „czy to ma sens?” „po co to wszystko?” „a dokąd to wszystko zmierza?” „a co, jeśli to nic nie zmieni?” „a co jeśli nie dam rady?” „a co jeśli się ośmieszę w oczach innych?” „a właściwie po co wchodzić po tych schodach, skoro tu jest w sumie całkiem nieźle?” „a czy to w ogóle mi jest do czegokolwiek potrzebne?” „a co jeśli utracę to, co mam?” stepujemy przed wejściem na pierwszy stopień. I pojawia się tutaj najważniejsza kwestia – poczucie bycia kompetentnym, czyli najważniejsze pytanie: „Czy ja umiem i dam radę to zrobić?”

JAK ZACZĄĆ

Najważniejszy i zarazem najtrudniejszy jest pierwszy krok. Młotem, który pokonuje niepewność i opór jest zapewnienie o tym, że to wszystko ma sens, cel i znaczenie (motywacja osób dorosłych bazuje na celowości i poczuciu sensu). Czyli doinformowanie, edukacja. To właśnie poczucie, że ma to sens, utrzymuje nas wtedy, kiedy inni w nas i sami w siebie zwątpimy. Zwłaszcza, jeśli efektów naszego nowo tworzonego nawyku na początku nie widać, nie ma tłumów, które nam przyklaskują a prezydent miasta nie wręcza nam w dowodzie uznania klucza do miasta. Bo najtrudniej jest rozpocząć i utrzymać nowe działanie w pierwszym etapie działania.

 

Ile trwa utrwalenie i zautomatyzowanie nowego nawyku?

Początki mogą być trudne i stresujące. W literaturze popularnej spotkać się można z obietnicami zmiany życia w 3 tygodnie, podążając wnioskami chirurga plastycznego M. Maltza, który w połowie ubiegłego wieku opisał, iż pacjentom, którzy w wyniku amputacji utracili którąś z kończyn, wystarczało właśnie średnio 21 dni na akceptację nowego stanu. Maltz opisał, iż podobnie powinno być właśnie z kształtowaniem się nowych nawyków. Sprawa jednak nie jest tak prosta. Najnowsze badania, opisane w 2010 roku w European Journal for Social Psychology dowodzą, iż nowe nawyki, w których doborze badani mieli pełną dowolność, kształtowały się w zakresie od 18 do 254 dni (!). Mało to pocieszające, prawda? Łatwiej byłoby, gdyby nasze organizmy były łatwiejsze w obsłudze i można było z większą pewnością stwierdzić, iż stres zniknie całkowicie za 3,4, 7 lub 9 tygodni.

Czas automatyzacji (pełnej akceptacji i możliwości działania w nowy sposób bezrefleksyjnie) nowego nawyku jest kwestią indywidualną u każdego z nas. To, co jest najważniejsze, to to, iż z każdym kolejnym razem (lub dniem), nowa czynność staje się coraz łatwiejsza, towarzyszy nam coraz mniejszy opór i coraz mniej zastanawiamy się nad tym, że ta czynność jest dla nas nowa i może być trudna. A w związku z tym, stres, który nam towarzyszy, będzie się stopniowo obniżał. Wystarczy, że będziesz wiedzieć i wierzyć, że to ma sens i niedługo stanie się to łatwiejsze.

 

2 Komentarze

Dodaj komentarz