Praca to nie wszystko

„Wybierz pracę, którą kochasz, a nie przepracujesz ani jednego dnia w swoim życiu”. To jeden z częściej spotykanych cytatów motywacyjnych, które podsuwa mi Internet. Kto z Was spotkał się z tym określeniem? Brzmi wspaniale, prawda? Móc robić to, co się kocha i jednocześnie zarabiać na tym pieniądze. A jak się jest w tym bardzo dobrym, to nawet i bardzo duże pieniądze. Brzmi jak sen, bajka, marzenie, które bezwysiłkowo się spełnia.

Tylko gdzie tu jest haczyk? No właśnie. W mojej pracy trenerskiej, gdy mówimy o stresie, wypalaniu się i przyjemności z pracy zawodowej, wyznaję zasadę wyobrażania sobie relacji z pracą na wzór relacji z drugim człowiekiem. Czyli pracę można kochać i się dla niej poświęcać, można ją zwyczajnie lubić, można też ją pielęgnować i patrzeć jak się rozwija dzięki naszym wysiłkom, może nas wkurzać i denerwować a czasami może nas przytłaczać i przestymulowowywać. A czasami może być tak, że po prostu będziemy chcieli od niej odpocząć, żeby móc ją docenić na nowo. Czasem z kolei, jeśli nie reagujemy przez dłuższy czas na sygnały, które nas emocjonalnie wyczerpują, pozwalamy, żeby w tej toksycznej relacji uchodziło z nas powietrze, jak ze zużytego balonika.

Praca wiąże się z powodzeniem, rozwojem, ciągłą nauką i poszerzaniem horyzontów ale i z rozczarowaniami, wysoką konkurencyjnością, udowadniamy swoje kompetencje, wartość, umiejętności, zdobywamy certyfikaty i zawsze znajdzie się ktoś, dla kogo to będzie za mało, niewystarczająco, niezbyt dobrze, niezgodnie z oczekiwaniami – czy to będzie nasz klient, szef, podopieczny, czy też rodzina pacjenta, którym się opiekujemy.

Wypalamy się między innymi w sytuacjach, gdy nasze poczucie własnej wartości zakotwiczamy na zewnątrz, między innymi w pracy. Gdy, w połączeniu z wysokim zaangażowaniem, sumienną pracą i nieumiejętnością rozgraniczenia pracy od życia poza pracą, wartościujemy nasze „ja” w zależności od sukcesów zawodowych.

Tak więc, czy należy robić to co się kocha?

Bardzo dobrze by było, gdybyśmy swoją pracę kochali, uwielbiali i działali w niej z pasją. Tylko, cytując słuchacza wykładu, który prowadziłam ostatnio:

„Tak, praca powinna być naszą pasją. Ale nie jedyną”

Podsumowując, swoją pracę wypadałoby przynajmniej lubić, w najgorszym przypadku – tolerować. Dlaczego? Dlatego, że jeśli pracy nie lubimy, jesteśmy w niej nieefektywni i robimy coś, co nie ma dla nas sensu – czyli, tak po ludzku, marnujemy nasz potencjał.

1 Komentarz

  • Myślę, że czasem problem jest głębszy… Praca jako całe środowisko, grupa ludzi, budynek, wynagrodzenie, apanaże, itp. są super. Całość jednak bardzo mocno może wypaczyć „szef”. Czy mówiąc wypalenie w pracy można to rozgraniczyć? Czy można lubić swoją pracę, ale i nie lubić z uwagi na „szefa”?

Dodaj komentarz